Kto nie był niech żałuje!

  • wtorek, Sie 29 2017
  • Napisane przez 
  • wielkość czcionki zmniejsz wielkość czcionki powiększ czcionkę
Ewa Wawro Ewa Wawro

Kto nie był niech żałuje! Międzynarodowe Dni Wina w Jaśle to już kawał dużej i dobrej imprezy, jakiej nie powstydziłyby się nawet słynące z wina europejskie (i nie tylko) regiony winiarskie. O ile oceniając wcześniejsze edycje zawsze czegoś można się było przyczepić, tym razem narzekanie byłoby tylko czepianiem się. Z jednym wyjątkiem, którego nie mogę i nie chcę pominąć.

Całą przyjemność zepsuł mi na koniec – na szczęście niezwiązany z winem - występ „gwiazdy” niedzielnego wieczoru. Jak dla mnie prostacki, bez składu i ładu, zdominowany polityką, która nie powinna tego wieczoru absolutnie wdzierać się między zjednoczonych podczas tej pięknej imprezy mieszkańców Jasła i naszych gości.

Wróćmy jednak do tego co dobre. Jasielskie, doroczne święto wina, to impreza, która po raz kolejny stawia nasze miasto na pozycji stolicy polskiego winiarstwa. Organizacyjnie dopracowana, wszystko dopięte, wszystko grało.

Dziś mało kto już jednak pamięta, jakie były początki, skąd wziął się pomysł i z iloma problemami organizatorzy musieli się przez te lata zmierzyć, by impreza nabrała obecnego kształtu. Z wielkim sentymentem wspominam pierwszą edycję imprezy, jeszcze w hali jasielskiego MOSiR. Jakże dumni wówczas byli polscy winiarze z samego faktu, że mogą zaprezentować się wśród zagranicznych kolegów po fachu. Niestety nie na równi. Na polskim stoisku dumnie prężyły się butelki z polskim winem, za którymi kryli się dumni polscy winiarze. Ta duma zamknięta była jednak za symboliczną kratą. Świętując protestowali przeciwko nierównemu traktowaniu ich przez polskie prawo. W żadnym innym kraju w Europie winiarze nie byli tak źle traktowani, jak u nas. Winnice mogli zakładać, wino mogli produkować, ale sprzedawać już go nie mogli. Idiotyczne i absurdalne!

Impreza, z której dzisiaj możemy być naprawdę bardzo dumni jednak wystartowała. Tu wielki ukłon w kierunku ówczesnego burmistrza Andrzeja Czerneckiego i Romana Myśliwca, nazywanego polskim Dionizosem, którym zamarzyła się w Jaśle winna impreza i marzyły się w(inne) klimaty. Postawili na swoim i zaryzykowali. Jasło pokazało, że można, że trzeba. I jak się dziś okazuje, że było warto. Z roku na rok było coraz lepiej, organizacyjnie wszystko się docierało, impreza rozwijała się niejako z rozpędu. Kolejni włodarze miasta szli za ciosem. I było warto. Dziś słynące z w(innych) klimatów Jasło znane jest nie tylko w kraju ale i daleko poza granicami.

Musiało minąć kilka lat zanim polskie przepisy zostały na tyle zliberalizowane, by winiarstwo mogło się dynamicznie rozwijać. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze dużo, ale nie ma co narzekać. Chyba nie jest już tak źle, skoro bum na winnice wciąż trwa i ma się dobrze. Dzisiaj winiarstwo wychodzi już z „czarnego rynku” na prostą. 200 winnic sprzedaje już oficjalnie swoje wina, kolejne już się do tego przymierzają. Do tego setki winnic w Polsce, które przyjmują enoturystów … I jak to się ma do pierwszej edycji MDW? Do tej zamkniętej za kratą z napisem "skład podatkowy" awangardy polskiego winiarstwa, tych nielicznych (większość polskich winnic założona została przecież dopiero kilka lat temu), przecierających kamieniste winne szlaki? Pięknie się ma i niech tak zostanie!

Tegoroczna edycja zgromadziła tysiące winomanów a zarazem „jasłomanów”. Zjechali się przecież do Jasła czasem z bardzo daleka, wyjeżdżając zabierali ze sobą dobre wspomnienia, a przekonani o tym, że stolicą polskiego wina jest Jasło będą tu wracać. Podobnie, jak słuchacze Podkarpackiej Akademii Wina, którzy przez okrągły rok zjeżdżają do Jasła nawet z drugiego końca Polski. I z radością ciężko pracują opiekując się miejską winnicą, o której już jest głośno, a będzie jeszcze głośniej.

I po raz kolejny wino pokazało swoją klasę. 12 lat imprezy z winem w roli głównej i ani jednego pijackiego wybryku czy burdy. Przy zakrapianej mocniejszym trunkiem imprezie to byłoby raczej niemożliwe. Jak widać wino zagościło już w naszej kulturze na dobre i z roku na rok zdobywa nowych „wyznawców”. I to nie jakiś tam przypadkowych, ale wyedukowanych, ceniących dobre wino, którzy przychodzą na tego typu imprezy nie po to, by się napić wina, tylko by je degustować, smakować, rozmawiać o nim, nawiązywać nowe znajomości, wymieniać doświadczenia...

Możemy być z siebie dumni, choć jeszcze sporo zostało do zrobienia. Tymczasem zasłużone brawa dla pomysłodawców, brawa dla organizatorów, brawa dla włodarzy miasta, brawa dla jaślan. I niech tak zostanie!

Ewa Wawro

Artykuły powiązane:

Rekordowe Dni Wina!

Brawo My (Jaślanie)!

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Opublikowano w Subiektywnym Okiem
Więcej w tej kategorii: « Brawo My (Jaślanie)!

Komentarze  

-2 #6 Steve 2017-09-12 21:14
Impreza bardzo dobrze zorganizowana, niestety organizatorzy ograniczyli możliwość degustacji win po konkursie do minimum a podobno było ich kilkaset!!! Skąpstwo przemawia przez winiarzy jasielskiego grodu. W Chorwacji, Czechach, Słowacji czy na Węgrzech wino nie gorsze można kupić w cenie 9-15 złotych za litr a nie 40-60 zł za butelkę.
Cytować
+4 #5 KAROL 2017-09-02 22:28
Każda impreza w Jaśle to wydarzenie.Bo tu prawdę mówiąc g....wielkie się dzieje.Nawet w porze wakacyjnej.Z tym Dańcem to faktycznie była wpadka.Kto za to odpowiada???? Warto by wiedzieć.Przeci eż tego się spodziewać należało,patrzą c na jego występy tego lata w kraju.Będzie walił po zębach władzę.Nie tą co minęła,a co jest...Dlaczego ? Bo mniej se może! Wino drogie i raczej do polizania przez szybkę,niż dotknięcie językiem.No cóż.Wystawa,a nie zabawa.Ale było.Się szczęśliwie skończyło.Kto miał zyskać zyskał.Kto rozerwać się to się rozerwał.Kto został w domu lub miasto opuścił-też szczęściem się cieszy.Najważni ejsze jest to,że pasjonaci winiarstwa mają się dobrze.I im należy pogratulować osobistych sukcesów w zawodzie.
Cytować
-15 #4 dragoness 2017-08-30 18:32
Akurat ja sobie pana Dańca odpuściłam, bo już od dawna forma mu spada. Posłuchałam dobrych zespołów z Węgier i Ukrainy, zaopatrzyłam się w chlebek, ser i pyszny kwas chlebowy, zjadłam wyśmienite pierogi przygotowane przez panie z KGW. Nie bez znaczenia była też możliwość spotkania się ze znajomymi, powdychania zapachów pysznego jedzonka i prawdziwych wędlin. Przyznam szczerze, że za winem nie przepadam, ale spróbowałam niektórych z przyjemnością. Życzę organizatorom, aby jasielska impreza docelowo dorównała Bardejowskiej.
Cytować
+1 #3 jaślanka 2017-08-30 08:53
Byłam kilka razy na rynku w ciągu tych dni i fakt, byli ludzie ale dopiero na Dańcu była ich cała masa! Wino jak wino, takie sobie, ale za to bardzo drogie. Na innych stoiskach fajne rzeczy, przyprawy, sery i przepyszny chlebek ze słonecznikiem. Wiadomo każdy chwali to co mu bliskie:-)
Cytować
-13 #2 od redakcji 2017-08-29 23:15
Liczba uczestników, szacowana m.in. w oparciu o liczbę sprzedanych kieliszków (na występ Dańca nie były potrzebne!) to ponad 6000 osób! :-) A jak kogoś nie było stać na kupowanie wina to mógł degustować próbki za darmo :-)
Cytować
+17 #1 tak 2017-08-29 21:11
Wszystko fajnie, ale jednak tłum ludzi przyszedł dopiero wieczorem na Dańca:-))) Wcześniej też wiele osób przyszło na darmowe koncerty bo jednak na wino po 50 zł nie każdego stać. Wiadomo jednak że każdy swoje chwali:-))
Cytować

Dodaj komentarz

Nowości



DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd